PODRÓŻE,  TURYSTYKA

ALICANTE – POWRÓT DO GORĄCEJ HISZPANII

Zapytałam gościa hotelowego: „Co sprawia, że Pan tutaj wraca?” Odpowiedział krótko: Mili ludzie, dobre emocje, piękne widoki oraz smaczne jedzenie” Kiwnęłam głową z uśmiechem, milcząco przyznając racje. To co Nami kieruje w momencie powrotu do danego miejsca to przede wszystkim ludzie i emocje.

Co takiego ma w sobie Hiszpania, że chce się tam wracać? Przede wszystkim słońce! słońce! i jeszcze raz słońce! W większości kraju panuje klimat kontynentalny, a obszar wybrzeża na wschodzie i południu kraju do którego tym razem chcę Was zabrać przejawia cechy klimatu śródziemnego z wpływem klimatu morskiego, jest to teren raczej suchy, z gorącym latem. Najcieplejsze miesiące to lipiec i sierpień a najchłodniejszy bywa styczeń z temperaturą 10-15 stopni.

Planowałam powrót do Hiszpanii od 2018 roku, kiedy to moje stopy pierwszy raz stanęły na przepięknej wyspie Fuerteventura (link do wpisu), ta powulkaniczna ziemia i głębia oceanu zrobiły na mnie wtedy ogromne wrażenie. To właśnie tam wymyśliłam nazwę mojego bloga pisząc na piasku.

Decyzja padła na Alicante – wybrzeże Costa Blanca.  Mocno rozwinięta turystyka oraz słoneczna pogoda niemal przez cały rok, sprawiły, że kierunek ten stał się mocno konkurencyjny, a bilety lotnicze z Polski myślę, że stosunkowo drogie. W obie strony (Poznań Ławica) tysiąc złotych z firmą Ryanair na osobę w terminie od 8-ego do 15-tego października. Pewnie można znaleźć tańsze okazje, tylko z mojej strony decyzja o wyjeździe padła tydzień przed wyjazdem.

Zakwaterowanie: El Campello – 13 km od Alicante. Miasto założone jako osada rybacka dziś żyje głównie z turystyki. To właśnie tutaj pierwszy raz zobaczyłam ciepłe i poczułam mocno zasolone Morze Śródziemne – międzykontynentalne (Europa, Afryka, Azja), którego temperatura wynosić może nawet do +30 stopni Celsjusza i którego zasolenie wynosi od 30 do 39 (w porównaniu: Bałtyk to 8 ).

W mieście tym jako główną atrakcje (oprócz codziennego kilkugodzinnego bycia na plaży) odwiedziłam Illeta dels Banyets czyli kompleks basenów utworzonych w skałach, które w III w. p.n.e. były prawdopodobnie wykorzystywane do hodowli ryb. Legenda głosi, że kąpała się w nich mauretańska królowa a dziś kąpieli może zażyć tu każdy turysta potrzebujący orzeźwienia. Na terenie kompleksu został utworzony park archeologiczny dla odwiedzających bilet to około 3 euro za osobę dorosłą. Spacerując po drewnianej kładce wokół ruin rzymskich łaźni, farm i świątyń możemy dosłownie „dotknąć” kilku tysięcy lat historii.

Kolejny dzień podróży zaczął się w mieście Alicante czyli drugim co do wielkości (po Walencji) miastem prowincji autonomicznej Walencja. Miasto leży u stóp skalistego wzniesienia, na którym wznosi się zamek Castillo de Santa Bárbara, ale o nim później. Długie, piaszczyste plaże, łagodny klimat oraz bliskość portu lotniczego sprawiają, że co roku Alicante odwiedza ok. miliona turystów.

Co warto zobaczyć w Alicante? Z pewnością dzielnica Santa Cruz to obowiązkowy punkt każdego, kto planuje odwiedzić Alicante. Najstarsza część Starówki, dawna arabska medina, przyklejona do zamkowego wzgórza zachwyca swoją malowniczością. Można w niej poczuć arabski klimat! Białe domki wybudowane na wzgórzu, wśród wąskich, klimatycznych uliczek, gdzieniegdzie udekorowane licznymi kwiatami w niebieskich lub zielonych donicach oraz ceramicznymi płytkami (azulejos).

Jednym z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych miejsc w Alicante jest promenada palmowa. Słynna Explanada de España jest dobrym punktem na rozpoczęcie spaceru po starej części miasta. Ciągnie się od równolegle do portu, od Parque de Canalejas do Plaza Puerta del Mar, przy której zaczyna się główna plaża miejska.

Kolejny dzień i kolejne miasta: Calp, Benidorm i niezwykle urokliwe białe miasteczko Altea – turyści cenią miasto za jego urok i klimat, które mimo dobrze rozwiniętej infrastruktury turystycznej, nie uległy zapomnieniu. Nie jest tu tak głośno i tak tłocznie, jak i w innych, większych miastach na wybrzeżu Costa Blanca. Niska zabudowa i tradycyjna architektura to również cechy tego miejsca, które zasługują na uznanie. Altea to bielone fronty domów, wąskie, brukowane uliczki, piękne plaże, które przyciągają z pewnością wielu artystów i fotografów.

Miasto Calp wyróżnia ludność – prawie 70% mieszkańców to cudzoziemcy (głównie Niemcy i Brytyjczycy), miasto to żyje głównie z turystyki i połowu ryb, a miasto Benidorm swoim wyglądem zdecydowanie różni się od innych hiszpańskich miejscowości tego regionu. Benidorm porównuje się często do „hiszpańskiego” Nowego Jorku. Wszystko z powodu tego, że jest to jedno z najgęściej zabudowanych miast w Europie, a swoim kosmopolitycznym charakterem i różnorodnością może rywalizować z niejedną amerykańską metropolią. I choć dziś w Benidorm znajdziemy blisko 50 wieżowców, to jeszcze w 1960 roku była to niewielka osada rybacka. Budynki robią ogromne wrażenie, blisko każdy z nich ma w swojej konstrukcji 40 pięter – najwyższy: Intempo to najwyższy budynek mieszkalny w Hiszpanii i drugi najwyższy w Unii Europejskiej (198 metrów wysokości, 47 pięter i 256 mieszkań).

Villajoyosa jako kolejny punkt atrakcji to miasteczko marynarzy, które posiada charakterystyczne kolorowe domki. Piękne się prezentują wzdłuż wybrzeża, a ich symbolika ma znaczenie. Miały one ułatwiać marynarzom rozpoznanie swoich domów z dużej odległości, będąc na morzu. Gdy żona zapalała w oknie lampkę oliwną był to znak, aby marynarz wracał już do domu na przygotowany posiłek. Był to sygnał mówiący o powrocie na ląd.

Nazwa miasta oznacza „radosne miasto”. Trudno się z tym nie zgodzić! Jeśli będąc tutaj tak jak ja trafisz na słoneczną pogodę i zobaczysz urok kolorowych domków, będziesz miał radość w sercu i oczach. Ponadto, w Villajoyosa inaczej pada światło, które podkreśla malowniczość i tajemnicę tego zakątka, które udało się uchronić przed komercjalizacją. Zupełnie inaczej niż pobliskie Benidorm.

Wszystkie wymienione miasta mają swój wyjątkowy klimat, niepowtarzalną symbolikę i znaczenie, jako ostatnie z odwiedzanych miast pragnę zabrać Was w region Murcji, a mianowicie do Kartageny (hiszp. Cartagena), zabytek który się w tym mieście znajduje zrobił na mnie ogromne wrażenie.

del Museo del Teatro Romano – teatr rzymski – datę jego powstania szacuje się na późny I wiek p.n.e., dziś zabytek ten otwarty jest do zwiedzania, niegdyś mógł pomieścić prawie 6000 widzów a tuż obok teatru rzymskiego mieści się Teatr Współczesny.

Fiesta Nacional de España czyli Dzień Hiszpanii. Święto upamiętnia „spotkanie dwóch światów” czyli Europy i Ameryki, które dokonało się 12 października 1492 roku.

12 październik to moje urodziny, lecz w tym roku dowiedziałam się, że 12 października każdego roku Hiszpanie obchodzą Dzień Hiszpanii – jest to ich Narodowe Święto, coś w rodzaju 11 listopada w Naszym kraju. Przypadek? Nie sądzę. To jak Hiszpanie świętują, przeszło moje najśmielsze oczekiwania, feta trwa kilka dni począwszy właśnie od 12 października, ulicami miast ciągną się parady ludzi poprzebieranych w stroje ludów i postaci historycznych, tuż za, idzie orkiestra, a zaraz po niej kroczą konie lub wielbłądy. Można to wszystko bez wątpienia porównywać do karnawału w Rio de Janeiro czyli znanej wszystkim: Samba show w Brazylii. Zresztą zobaczcie sami:

Na zakończenie tego pełnego pięknych miejsc wpisu pragnę zabrać Was w miejsce może lekko odbiegające od miast opisywanych powyżej, różnorodności informacji historycznych i turystycznych, ale jeśli już jakiś czas śledzicie mojego bloga to wiecie, że kocham zwierzęta i nie byłabym sobą, gdyby będąc tyle kilometrów od domu nie zobaczyła jak się mają tutaj „hiszpańskie zwierzaki”. Decyzja padła na Safari Aitana. Jestem wdzięczna moim współtowarzyszą podróży, że zgodzili się tam pojechać.

Ten niesamowity park z dziką przyrodą i zwierzętami to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Safari zwiedza się samochodem ze względu na powierzchnie jak i to, że tam większość zwierząt chodzi luzem. (pomysł zwiedzania safari w samochodzie przywędrował do Europy z Afryki) Ludzie mogą za zgodą przewodnika wyjść z auta w określonym czasie, przystanków jest około 6-7, na mnie największe wrażenie zrobiły słonie, stałam dosłownie 2-3 metry od kilkutonowego zwierzęcia jak gdyby nigdy nic i tak właśnie z kilku metrów ogląda się również hipopotamy, żyrafy czy strusie. Bliskość tych dzikich zwierząt robi ogromne wrażenie nie tylko na dzieciach, ale również dorosłych. Przewodnik dodatkowo przy każdym z przystanków opowiada o zwierzętach (w języku hiszpańskim oraz częściowo w angielskim).

Istnieje możliwość wykupu również prywatnej wycieczki po Safari Aitana, możliwe, że wtedy obserwacje zwierząt z bliska i przewodnika masz po prostu na wyłączność. Jako ciekawostkę dodam, że Safari mieści się na 1000 m n.p.m. i dojazd jest dość ciekawy ze względu na krętą uliczkę wzdłuż wzgórza i lasów.

Do zobaczenia w gorącej Hiszpanii! Pełnej słońca i pięknych ludzi.

Życzę Wam wspaniałej podróży. Niesamowitych przeżyć i niezapomnianych widoków.